Syndrom szafiarek

Mają figury w rozmiarze S, najnowsze modele drogich lustrzanek i mieszkania jak z katalogu Ikei, a ich ulubionym zajęciem jest czytanie czasopism o modzie i poszukiwanie inspiracji oraz uwiecznianie wszystkiego co je otacza za pomocą smartfona z Instagramem (lustrzanka nie jest do zdjęć, ona ma tylko być na zdjęciach).

W taki właśnie sposób blogerki modowe postrzega zwykły, szary Kowalski, któremu przeszkadza pozornie lekkie i przyjemne życie każdego mieszkańca naszej planety, który nie jest nim.

Szafiarki są zdecydowanie największym obiektem nienawiści w polskiej blogosferze. Jedni twierdzą, że sprzedają się za tanie gifty od każdego kto do nich napisze, inni, że blogerki modowe to symbol nieróbstwa i życia za pieniądze bogatych rodziców bądź hojnych reklamodawców. Nikt z ludzi twierdzących, że szafiarki to nieroby z ładną buzią nie potrafi dostrzec w nich po prostu młodych, pracowitych kobiet, które znalazły sposób na życie wypełnione pasją i które są na tyle przedsiębiorcze, by się z tego utrzymać.

Szafiarki to zaledwie kropla w morzu średniowiecznej mentalności naszego społeczeństwa, które wciąż nie potrafi zaakceptować tego, że ktoś ma lepiej i wcale tego nie ukrywa, że lubi swoje życie i nie dostaje depresji w każdy poniedziałek. Łatwiej jest kogoś skrytykować niż zwyczajnie pochwalić. Zwłaszcza gdy ten ktoś nie ukrywa, że kupuje ubrania w markowych sklepach, pije poranną kawę w Starbucksie, podczas prasówki na nowiutkim, białym iPadzie, a nam pozostaje sklep z używaną odzieżą, kawa z dyskontu i komputer, na którym prawdopodobnie grały jeszcze dinozaury.

Related Posts

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Recent Posts