Freelancing – wolność tylko w nazwie?

Moda na freelancing przyszła do nas dość niedawno ze Stanów Zjednoczonych (a skąd by indziej?). Na początku praca w domu była zarezerwowana głównie dla artystów, ale z czasem do grona freelancerów zaczęli dołączać copywriterzy, pozycjonerzy, czy osoby zajmujące się tworzeniem stron internetowych.

Dziś praca na własną rękę jest bardziej popularna niż jeszcze kilka lat temu, a bycie freelancerem to według niektórych raj na ziemi. Dlaczego? Ponieważ duża część naszego społeczeństwa kojarzy pracę na zlecenie z wstawaniem o dwunastej, pracą 2 dni w tygodniu od trzynastej do piętnastej i urlopami kilka razy w miesiącu.

Niestety, dla freelancerów, jest całkowicie inaczej.

Wielu przedstawicieli tego „zawodu” pracuje nawet po kilkanaście godzin dziennie, a urlopów nie bierze z prostego powodu- są bezpłatne, a każdy dzień bez pracy to mniej pieniędzy na koncie. Każdy kto pracuje w domu wie, że pieniądze dostanie za to co zrobi, a nie za to ile godzin posiedzi przed biurkiem.

No dobra, koniec tych suchych faktów, teraz posłużę się przykładem. Włączcie wyobraźnię i wyobraźcie sobie copywritera, którego dziecko rozpowiada w szkole, że tatuś tylko siedzi w domu, żona każe wykonywać mu obowiązki domowe, myśląc, że i tak nie ma nic lepszego do roboty, a teściowa cały czas wyzywa od nierobów. No i właśnie ów freelancer zawalony zleceniami i rozkazami gotowania obiadów musi wstać o siódmej, a nie jak wszyscy myślą, o dwunastej, przejrzeć pocztę w nadziei na kolejne oferty pracy i zacząć stukać kolejne litery na klawiaturze swojego wysłużonego komputera, by zarobić na utrzymanie niewdzięcznej rodziny.

Ten obraz nie jest już aż tak kolorowy jak na początku. A zmierzam do tego, że wolność we freelancingu nie jest wcale tak oczywista. Nawet jeśli freelancer ustali sobie, że w środę robi leniwy dzień i pracuje tylko 3 godziny to założę się, że i tak przez pozostałą część swojego dnia będzie miał wyrzuty sumienia przez to, że nic nie robi, a w efekcie przeszuka dziesięć razy internet w nadziei ciekawych zleceń, a kiedy już znajdzie coś wartego uwagi to po prostu  się do niego zgłosi i swój dzień zakończy pracą nad tym czymś. Dlatego właśnie freelancing to praca jak każda inna, a może nawet cięższa, bo w tym wypadku pieniądze na konto wpływają po wykonaniu pracy, a nie upłynięciu godzin, które trzeba było przesiedzieć.

Related Posts

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Recent Posts