OFE i ich przyszłość

Burzliwa debata medialna na temat przyszłości OFE i wysokości przyszłych emerytur zeszła z pierwszych stron gazet, ale warto wyciągnąć z niej pewne wnioski.

Nawet czołowi ekonomiści, którzy współtworzyli projekt reformy emerytalnej z 1999 roku mówią, że problemy z tym systemem były już wcześniej- kolejne ustawy regulujące wypłaty nie były przyjmowane, a ekipom rządzącym nieszczególnie spieszyło się z opracowywaniem kolejnych. Obecny rząd, podstawiony pod ścianą, musi znaleźć rozwiązanie. Tak naprawdę jednak teraz nie ma rozwiązania dobrego.

Zacznijmy jednak od pewnego argumentu, który chętnie wykorzystują przeciwnicy likwidacji OFE. Mówią oni, że to ich własne pieniądze. To akurat nie jest prawda, bo składka do OFE jest obowiązkowa i po prostu pomniejsza tę część, która, gdyby nie OFE, trafiłaby na wirtualne konto w ZUS-ie. Argumentacja jest więc całkowicie nietrafiona, bo bez względu na przyszłość OFE, pieniądze i tak pozostaną w systemie, a jedynie najwyżej zmienią miejsce.

Argumentem bardziej rzeczowym jest fakt, że ZUS nie ma żadnych pieniędzy. Instytucja ta jest workiem bez dna, operującym jedynie kreowanym pieniądzem. W ZUS-ie nie odkładam na emeryturę, a jedynie, za pośrednictwem tej instytucji, wypłacam niewielkie emerytury własnym rodzicom. To mówiąc obrazowo. Likwidacja OFE zmniejszy więc tymczasowo dług Zakładu Ubezpieczeń Społecznych, ale problem pozostanie dokładnie taki sam- pieniędzy tam nie ma.

Druga propozycja mówi, żeby funduszy nie zamykać, ale na ileś lat przed emeryturą (propozycje mówiły o 5 lub 10) przenieść wypracowany tam kapitał na subkonto w ZUS-ie. „Ja mam, mimo wszystkich ich porażek, większe zaufanie do ekspertów funduszy, niż urzędników ZUS-u. Wolę, żeby pieniądze były inwestowane, ale inwestowane bezpiecznie, a nie po prostu leżały sobie i czekały na waloryzację”- tak o pomyśle tym wypowiada się główny analityk jednego z największych domów maklerskich, współtwórca reformy emerytalnej. Rzeczywiście- sztywne ustalenie chwili wycofania aktywów wydaje się nielogiczne, bo co, jeśli dopiero wtedy zaczną one przynosić poważny zysk?

Gdyby OFE były dobrowolne, pewnie nikt by z nich nie skorzystał. Dziś winą za niepowodzenie reformy obarcza się prezesów OFE i ich premie, które w porównaniu z wypracowanymi zyskami mieszczą się w granicy błędu popełnianego przez księgowych. Być może jednak rzeczywiście potrzebne są regulacje dotyczące na przykład tego, jak i kiedy OFE mogłyby inwestować, natomiast czy jest sens zapychania ZUS-u pieniędzmi, które na dobrą sprawę zostały wydane, zanim tam trafiły? Dla każdej ekipy rządzącej to jest dobre, ale dla kogoś, kto chce mieć dobrą emeryturę, pomysł ten prowadzi jedynie do konieczności odkładania na własną rękę.

Related Posts

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Recent Posts